Trzecie klasy w Ustce na zielonej szkole

21 maja 2017 r. uczniowie klas trzecich wybrali się na wycieczkę do Ustki. Głównym celem ostatniego, wspólnego wyjazdu był relaks i ucieczka od ocen, sprawdzianów i obowiązków. Nic przecież nie odstresuje lepiej od morza.

Podróż rozpoczęła się późną nocą na peronie Warszawy Zachodniej. Droga trwała ponad sześć godzin, jednak w dobrym towarzystwie minęły one szybko i przyjemnie. Po dotarciu na miejsce wsiedliśmy do autokarów, które zabrały nas do ośrodka wypoczynkowego „Niezapominajka” w Ustce.

Jedynym, co wtedy każdemu się marzyło, była ciepła herbata, posiłek i drzemka. Po przydzieleniu pokoi wybraliśmy się na stołówkę. Czas po śniadaniu był przeznaczony na odsypianie podróży. Po leniuchowaniu zjedliśmy obiad i wyruszyliśmy przywitać się z morzem oraz zwiedzić miasto. Na promenadzie był czas wolny na przekąszenie czegoś słodkiego, w większości przypadków były to gofry albo lody. Po krótkim spacerze wróciliśmy do ośrodka. Pierwszy dzień wydawał się bardzo długi przez to, że straciliśmy rachubę czasu. Mimo tego minął bardzo przyjemnie.

Wtorek był najsłoneczniejszym dniem całej wycieczki. Niemalże cały czas byliśmy na plaży – rano - opalając się i po południu - spacerując brzegiem morza. Oprócz tego mieliśmy sporo czasu na takie rzeczy jak kupowanie pamiątek czy zrobienie drobnych zakupów. Korzystając z wolnej chwili, przypomnieliśmy sobie układ choreograficzny do poloneza.

Kolejny dzień spędziliśmy na wewnętrznej integracji, ponieważ ranek przywitał nas deszczem i chłodem. Ze względu na luźny grafik dnia mieliśmy możliwość sami zapełnić go aktywnościami. Tak narodziły się pomysły uprawiania różnych sportów, śpiewania czy grania w karty. Jeszcze przed obiadem udało się lepiej poznać miasto, np. zobaczyć pomnik Syrenki Usteckiej, której lewa pierś (po dotknięciu) spełnia niejedno życzenie. Po południu wybraliśmy się do bunkrów Blüchera. Tam podzieliliśmy się na grupy i mogliśmy wykazać się strzelaniem z łuku i replik broni, poznaliśmy także historię powstania i funkcjonowania bunkrów.

 W czwartek, jak co dzień, rano po śniadaniu poszliśmy na plażę, lecz tego dnia nie było przyjemnie – bardzo wiał wiatr, mieliśmy piasek we wszystkich możliwych miejscach. Mimo tego, że było dość zimno jak na kąpiel, niektórzy wpadli na pomysł zanurzenia się w wodzie. Po pożegnaniu z morzem i obiedzie poszliśmy na statek. Niestety rejs nie odbył się ze wzglądu na zbyt duży wiatr. W zamian za to spędziliśmy miły czas w miasteczku - niektórzy w kawiarni, niektórzy na ławce, niektórzy na małych zakupach. Po kolacji musieliśmy się spakować i sprzątnąć w pokojach, aby być gotowym na następny dzień.

Nadeszła pora wyjazdu. Pobudka o godzinie szóstej, śniadanie o siódmej, zero spóźnień. Wszyscy sprawnie i szybko opuścili pokoje. Po jedzeniu wsiedliśmy do autokarów, które zawiozły nas do Słupska. Pociąg przybył około godziny dziewiątej. Podróż tym razem była trochę mniej przyjazna, ponieważ w Działdowie zepsuła się lokomotywa, więc spędziliśmy ponad dziesięć godzin w pociągu. Na początku mieliśmy przesiadać się w inny, lecz okazało się, że jesteśmy za dużą grupą. W Warszawie byliśmy po osiemnastej. Stolica przywitała nas deszczem. Wszyscy rozeszli się szybko. Każdy już myślał o powrocie do swojego domu.

Ola Frątczak i Filip Głodowski, 3a