Spotkanie z żywym eksponatem

12.05.2017 r. klasa 3a wraz z paniami opiekunkami - Iwoną Dąbską - Kluską oraz Emilią Wachowską, wybrała się do Muzeum Historii Żydów Polskich Polin na spotkanie ze świadkiem historii, czyli osobą pochodzenia żydowskiego, która przeżyła wojnę.

Świadkiem historii okazała się być pani Elżbieta Ficowska. Siedemdziesięciopięcioletnia dziś kobieta została cudem wyniesiona w trumience z getta warszawskiego przez Irenę Sendlerową. Jej jedyną pamiątką po żydowskich rodzicach była srebrna łyżeczka z wygrawerowaną datą urodzenia i imieniem.  Przygarnęła ją Stanisława Bussoldowa, położna i prowadząca pogotowia opiekuńcze dla żydowskich dzieci. Polska mama oraz niania otoczyły ją wielką miłością. Mała Elżbieta była ich oczkiem w głowie. Do siedemnastego roku życia nie wiedziała o swoim żydowskim pochodzeniu. Dowiedziała się o nim zupełnie przypadkiem. Przeżyła trudne lata, dochodząc do informacji o swoim pochodzenia. Znalazła bardzo niewiele - dokument z podpisem ojca i kilku znajomych swoich rodziców. Po pewnym czasie pogodziła się ze swoją historią. Wyszła za mąż, urodziła córkę i dopiero wtedy zrozumiała, jak trudno było jej matce rozstać się z nią. Obecnie należy do Stowarzyszenia „Dzieci Holocaustu”, jest pedagogiem, napisała kilka książek dla dzieci. Na co dzień stara się być po prostu dobrym człowiekiem i jak najwięcej czynić na rzecz drugiego człowieka.

Spotkanie zaczęło się od dwudziestominutowego filmu przybliżającego historię pani Elżbiety Ficowskiej oraz Ireny Sendlerowej. Wiadomości z filmu pani Ficowska uzupełniła opowieściami. Potem nastał czas pytań. Na początku było ich niewiele, lecz z każdą kolejną pytającą osobą ciekawość rosła. Uczestnicy zadawali pytania dotyczące wielu aspektów życia bohaterki - od jej oceny dzisiejszego wyglądu Warszawy, po stosunek reszty członków rodziny do pojawienia się żydowskiego niemowlaka w rodzinie. Nie wszystkie pytania były proste, ale pani Ficowska z szerokim uśmiechem na twarzy odpowiadała na nie. Nie było dla niej tematów tabu.

Od pierwszych chwil mowa ciała oraz głos pani Elżbiety Ficowskiej przykuły moją uwagę. Gdybym zobaczyła ją na ulicy, nie powiedziałabym, że ma za sobą taki bagaż doświadczeń. Pani Ficowska jest niezwykle ciepłą, otwartą, pogodną oraz entuzjastyczną osobą. Chodzącym aniołem. Sama o sobie mówi w bardzo skromny sposób, nie poczuwa się do bycia autorytetem. Ma bardzo ciekawe poglądy, nikogo nie ocenia, bo wie, że pochodzenie niewiele mówi o człowieku, tak jak w jej przypadku. Chce przeżyć swoje odratowane życie w jak najlepszy sposób, dając jak najwięcej od siebie. Niezmiernie się cieszę, że mogłam uczestniczyć w tym spotkaniu. Poznałam osobę zdeterminowaną przez pochodzenie oraz wojnę, a kształtujący się przez lata jej punkt widzenia stanowi teraz dla mnie drogowskaz życiowy.

Zosia Zygier, 3a